czwartek, 29 września 2016

Coś mojego...

Ostatnio bardzo mi po drodze z drewnem... wszelakim... i szlifierka, kątówka i inne dziwne nazewnictwa nie są mi obce... co najmniej śmiesznie to wygląda kiedy dłonie z pazurskami długimi i pomalowanymi trzymają taki sprzęt... a później u kosmetyczki pokazuje obdarte z koloru i matowe szpony... ja nie z tych co leżą i ładnie wyglądają...
I lubię te fruwające wióry, zapach szlifowanego drewna, i lubię czuć ręką każdy sęk, dlatego nie jedną drzazgę już wyciągałam...nie potrafię zostawić nawet małego ścinku drzewa... i kombinuję co by tu z niego zrobić... i o tych ścinkach walających się pod nogami i wykorzystaniu ich w następnym poście...
A dzisiaj ot co wyszło z pod moich rąk...










I muszę też pochwalić tutaj męża, bo dzielnie mi pomaga w tym co nowe dla mnie w tym ciężkim sprzęcie, i cierpliwie znosi moje pomysły i nawet część z nich dla mnie realizuje...ale też cieszę się że podchwycił bakcyla takiego jak ja... do drewna i mebli starych... i razem krążymy po targach staroci, wyjmujemy ze starych stodół zakurzone i oblepione pajęczyną meble... i przywracamy im blask... 
Malwina

wtorek, 27 września 2016

Magiel...

I przeleciał poniedziałek bez cotygodniowego cyklu... pierwsza wpadka zaliczona... czuję że naprawdę ten czas się uwziął na mnie... jedną jedyną.... i że tyle na głowę mi daje... tyle się dzieje... warzą się losy mojej można by rzec przyszłości... zapeszać nie chcę więc i chwalić się nie będę... jakoś tak mi wszystko idzie jakby obok mnie... takie uczucie braku kontroli... jakieś takie chwilowe wyjście z siebie i nie skoordynowanie ruchów...
macie coś takiego czasami? ach i wiecie u mnie już święta pełną parą... no renifery skaczą po deseczkach malowanych, choinki się wieszają na bombkach wyklejanych i śnieżki obsypują domki... istne szaleństwo... ale to i mało bo jak robię tak na sucho te rzeczy piękne dla Was te wszystkie ręczne ozdoby to jak tak można bez wczucia... to i się wczułam i nastroiłam... czekoladę z cynamonem sobie zrobiłam i Mariah Carey w głośniku poleciała... to i mało bo moje dziecko to się dopiero wczuło... przypomniał sobie mały elfik że jak malutki w beciku leżał, a było to w okolicach świąt to ja matka śpiewająca zawsze i wszędzie nuciła mu "Oj maluśki maluśki" , i tak to uwielbia że teraz już chce przy tym zasypiać... no ot co za gagatek:)
jak już wyżej wspomniałam czas właśnie mnie klepie po ramieniu i pogania więc kończę i zostawiam Was ze zdjęciami...












Malwina

środa, 21 września 2016

Jak ja nie lubię...


Strasznie nie lubię stwierdzenia "a po co ci to"... a po to żebyś się pytał jeden z drugim... żebyś miał o czym dyrdymolić... a ja żebym miała komu swój język strzępić...
po co mi przystrajanie? po co mi dekorowanie? po co mi pisanie? po co? po co? 
Bo nocą to się nogi pocą !! o tak właśnie!... bo lubię... lubię ładnie wyglądać, lubię otaczać się ładnymi rzeczami (nie drogimi, ładnymi), lubię ładną przestrzeń, lubię "ładnych" ludzi(ciekawych, wnętrzem), lubię jak ktoś ładnie poda mi kawę, lubię jak ktoś ładnie przyjmuje mnie w gościnę, lubię ładą zieleń, lubię Ciebie..... dużo lubię rzeczy... ach i lubię ładnie wchodzić do domu... żeby już od progu mieć uśmiech na twarzy...
" Ale kto to na to patrzy", "dla kogo ty to robisz"... nie wiem kto na to patrzy, nie interesuje mnie to, a robię to dla siebie bo ja właśnie ja na to patrzę i lubię to... lubię na to patrzeć...
I dlatego że lubię to stawiam takie rzeczy przed drzwiami żeby uśmiech mieć od progu i ładnie gości witać...









Malwina



poniedziałek, 19 września 2016

Dziwna ja...

No i niech mnie ktoś strzeli w łeb... no czy wy wiecie o czym ja dzisiaj rozmyślałam? o mamuniu istne szaleństwo... ja dzisiaj już obmyśliłam jak wyglądać będzie nasza choinka świąteczna... nie nie nie, nie rozjechały się Tobie literki dobrze czytasz... szalona ja.. no zgupłam na dobre...
Ale kiedy mi już tęskno... poważnie... bo pomalutku tą roznegliżowaną garderobę zaczęłam wynosić na górę do garderoby a znosić te miluśkie wełenki moje... szaliki poukładane już w półce i czapki...
Co ja zrobię że naprawdę lubię jesień i ten czas który prowadzi do świąt...
I jakoś tak mi się zachciało tego ognia w kominku, tych tańczących iskierek, miliona świec pozapalanych w lampionach, zapachów tych cięższych, i słodkich zarazem...
I wiem że za moment będę chciała lata, od zaraz... ale tak to już jest...
I znowu sobie z Wami pomarzyłam o tych świętach... a teraz czas na cykl cotygodniowy, poniedziałkowy...
Te nasze kadry całkiem letnie jeszcze...












Ściskam Malwina


Kącik pisany...


Ostatnio dostałam od Was pytanie czy mam wyznaczone swoje miejsce skąd do Was piszę... jakiś swój kącik...
I jest takowy, i dosłownie kącik... malutki, póki co prowizoryczny... ale mój... nie mam zbyt wiele czasu aby tam siedzieć i czytać... staram się jak mogę tak zarządzać czasem aby choć na chwilkę móc do Was przyjść...
Późnym wieczorem kiedy dziecko położone słodko śpi i domowe sprawy ogarnięte, a ja jeszcze na resztkach sił z ciepłą herbatą i owinięta kocem siadam wygodnie w ulubionym fotelu, krześle z prl-u jak kto woli... i piszę...
zazwyczaj już kilka zdań mam ułożonych w głowie i zapisanych w zeszycie...
magicznym zeszycie gdzie bez składu i ładu pozapisywane są myśli, cytaty...
od zawsze, kiedy sięgam pamięcią wstecz miałam taki "brudnopis"... choćby w zeszycie szkolnym na końcowych kartkach...pisałam swoje zdania, osób które według mnie coś mądrego powiedziały, spostrzeżeń, myśli notowania tego wszystkiego by nigdzie nie uleciało, nie zginęło...








Do miłego następnego zobaczenia nawet dziś wieczorem bo przecież poniedziałek mamy i "tydzień w obiektywie" dla Was mam:)




piątek, 16 września 2016

Tu jest tak jak ma być...


Tak było...

A tak jest... co prawda wystrój chwilowy bo mebelki mini się tworzą dla mini przyjaciół Kacperka co zasiądą na półeczkach...









Post ten zupełnie nie o tym miał być... już w głowie były zdania ułożone... myśli poukładane...
na kartkach papieru, na każdej po parę zdań pokreślonych...
a tu w sekundę jak by się rozmyło...
bo ja to z tych co dużo krzyczą, nerwy straszne mają, ale tak w środku straszny wrażliwiec we mnie siedzi...
i kiedy słyszę, że wypadek samochodowy w okolicy to włosy mi się jeżą, a jeszcze ojciec z synem w jednym aucie (zaraz mojego jedynego z drugim najdroższym mam przed oczami)...
i że śmiertelny... ale oni obaj? że razem? 
Boże...
tatuś na miejscu a synek w szpitalu...
on miał dopiero 12 lat... on był synem mamusi i mężem żony kochanej...
ona sama jak palec...
litości...
ja wiem, że to codziennie setki takich wypadków na świece...
ale ten dzisiaj mną wstrząsnął dogłębnie, przeszył mnie całą, rozwalił psychicznie...
pozbierać się nie mogę i miałam nawet dzisiaj nie siadać do tego pisania... ale ja chyba muszę wylać tą pustkę...
a mocniej mnie tknęło kiedy kolega z liceum na Facebooku relacje na żywo nadał, że jechał do Szczecina tak po prostu na egzaminy i opowiada tą trasę gdzie ten wypadek...
że gapiów całe stada nikt nie podejdzie...
a on z tych pomocnych, ten co harcerzem był i kursy pierwszej pomocy robił bo dla ludzi serce ma na dłoni... i odda swoje...
pobiegł z pomocą i straszny widok zastał tego tatusia i synka...
malucha nie mógł wyciągnąć, ojcu masaż serca robił bo nie dawał żadnych oznak życia i syn nic...
ryczę jak bóbr jak to piszę...
i dwa życia odeszły...
apel mam straszny kochani moi ja wiem że to wmurowuje człowieka...
że nie wie co począć, że odpowiedzialności się boi...
nie myśl o odpowiedzialności bo jak nie pomożesz to te myśli cię później zabiją...
biegnij co tchu i ratuj tego "tatusia" i "synka". ..
może taki prezent zrób sobie i bliskim- kurs pierwszej pomocy...
Bo w obliczu takiego dramatu nic nie jest ważne...
nic się nie liczy... żadne pieniądze, żadne materialne sprawy...
ja codziennie doceniam to co mam...
jaki dar nam życie dało w postaci syna...
że zdrowy i cały... 
I ja już się nauczyłam pokory wobec życia... że nie ma co się pchać łokciami i iść z zadartym nosem...
Bo ta głowa dużo obowiązków ma bo i dziecko i mąż i dom...
i mówię mężowi zawsze że nie ma co się martwić, i siebie tym uspakajam...
oby tylko zdrowie było i wojny nie było, to wszystko inne pokonamy razem...
a dziś ludzie lubią strasznie narzekać...i psioczyć dyrdymały opowiadać...
że za mało świata zjeździli, że butów sto dwadzieścia par ale mało wciąż...
ludzie a co ta mamusia... co tam jej te buty i świata kawał jak nie ma teraz z kim w tych butach iść i zwiedzać...
Szanujmy życie bo jedno jest nam dane, i na drodze uważajcie... bo w domu czeka ktoś na nas... 
A na koniec wracając do początku czyli zdjęć to półka którą znalazłam u babci na miejscu gdzie się trzyma rzeczy do porąbania i do palenia... i tak mnie olśniło... pomysł naszedł w sekundę...
dla mojego malucha taki domek dla jego zwierzyńca i ukochanych zabawek...
taki drobiazg który daje tyle radości...